Algier cz. 16

Jest to mąka pszeniczna, lub jęczmienna, zmełta na żarnach, zwilżona, przetarta przez sito, zaokrąglona rękami na drewnianej misie i tak przerobiona na krupki. Gotują ją na parze i podlewają rosołem, mlekiem, lub sosem z pomidorów. Z dodatkiem jaj na twardo, jest to generalna potrawa Arabów. Jedzą ją i najbogatsi nawet, dodając baraninę, kurę, albo nawet rodzynki i cukier,

Cofamy się z zaułku i wchodzimy w dalszej wędrówce na ulicę, której widok każdego z pewnością zaciekawi. Przed drzwiami domów stoją, zdaje się na pierwszy rzut oka, jakieś posągi bożków. Kobiety z odkrytą twarzą, przystojne wyraźnie arabskich rysów, z kruczymi warkoczami włosów z czarnymi oczami, które, jak zwykle u tutejszych kobiet, są na kraju powiek podmalowane na czarno, przez co wydają się być daleko większe. Strój ich jest niekiedy wspaniały. Na głowie jakby tok materialny ze złotym diademem, z którego zbiega po obu stronach twarzy, obok warkoczy aż po szyję. Szaty są bogate, materialne, barwne, ledwo widać koszulę z pod materialnego haftu i złotych kolij, spadających na piersi w wielu rzędach. Nogi i ręce ozdobione też srebrnymi, lub złotymi bransoletami.