Algier cz. 7

Wszystko w tej zewnętrznej architekturze wskazuje, że dom jest przybytkiem, do którego starano się utrudnić wstęp nie tylko osobie, ale nawet jej oku. Jeśli zaś oko jest złośliwe, to broni od jego czarownego spojrzenia wielka dłoń, wymalowana na drzwiach, czerwona w arabskich, niebieska w żydowskich domostwach. W tych ostatnich, odrzwia, próg a nawet część ulicy są pomalowane w kratę na niebiesko. Zabytek to dawnych zarządzeń tureckich czasów, który jednakże ze zwyczaju izraelici zachowują i dziś jeszcze.

Nazwy arabskie ulic przechrzczono po europejsku, biorąc w pomoc dość fantastycznie historię, geografią i historię naturalną. Stąd chodząc po tych ulicach i notując ich nazwy na lewo i prawo, dochodzi się do szczególnych kombinacji czytając: Herkules, Wieloryb, Kleopatra, Girafa, Scypio, Niedźwiadek, Heliopolis, Kogut, Sahara, Laury, Cerwantes, Wielbłąd, Ptolomeusz, Antylopa, Napoleon, Pomarańcza i t. p. nieledwo bez końca.

Po arabskiej dzielnicy można krążyć w dzień a bodaj i w nocy, jeżeli się ktoś na ulice z lupanariami nie zapuszcza tak pewnie, jak po żadnych odległych przedmieściach europejskich stolic; nieznane są wypadki morderstwa, ale nawet obdarcia. Owszem jeśliś „rumi” wszystko grzecznie ustępuje ci z drogi. Ty musisz ustępować tylko przed beczkami, które żylasty Biskri toczy pod górę, wołając co chwilę: balakl (strzeż się). Najczęstszy to głos, który się rozlega po arabskim mieście.